czwartek, 2 marca 2017

[AKCJA: TĘCZOWY MARZEC] Sztuką życia jest odstępstwo od normy

Nadszedł marzec. Miesiąc dla nas szczególnie ważny, bo ładny i ulubiony. Urodzinowy.  Siedemnastego marca obchodzę urodziny, a więcej niż tydzień później rocznicę znajomości z Ann. Poza tym to ciekawy okres roku. Mamy w nim dzień kobiet, wiosnę i czasami święta wielkanocne. Marzec przynosi zmiany i ciepło, które bardzo jest nam potrzebne do życia.  
Z tej okazji do głowy wpadła nam mała, blogerska akcja, która ma na celu pokazanie ludziom hetero życia osób nieheteroseksulnych. Będzie to, mówiąc mocno, chamska promocja tęczy, w którą codziennie staram się angażować ciekawych ludzi.  Lubię chamskie promocje tęczy!





Sztuką życia jest odstępstwo od normy, czyli bycie szczęśliwym bez wpatrywania się w każdego człowieka po drodze. Nie znaczy to zaraz, że mamy być pozbawieni wrażliwości - wręcz  przeciwnie. Mamy obowiązek pomagać ludziom i dbać o tych, których kochamy, ale nie kosztem własnego zdrowia psychicznego.  

Znałam kiedyś dziewczynę, która  regularnie wypłakiwała mi się w ramię. Spotykałyśmy się co jakiś czas w rzeczywistości, chociaż lepiej dogadywałyśmy się online. Była silna i miała ładne włosy. Kipiała ciekawością i miłością do świata tak bardzo, że nie zawsze widziała, że ktoś chce ją tylko wykorzystać. Próbowałam jej długo, długo tłumaczyć, że powinna patrzeć na siebie, a nie na to, jak i jak mocniej może zaspokajać innych. Cierpiała. Nie, takie cierpienie nie uszlachetnia. To męczeństwo na własne życzenie. Nie chciała mnie jednak słuchać i dalej usługiwała wszystkim naokoło. Kiedy zrozumiała, że jest inna, że dusi się w ciele kobiety heteroseksualnej, kiedy zrozumiała, że jest lesbijką, od razu powiedziała o tym rodzinie. Myślicie, że  zaakceptowali ją od początku? Nic bardziej mylnego. Część jej bliskich skreśliła ją pomimo całej dobroci, jaką im oddawała. Odwrócili się od niej, a ona przewartościowała swoje życie i jakoś, trochę z moją pomocą, trochę przez samozaparcie, wyszła na prostą.

Miała przed sobą długą drogę pełną rozczarowań, ale przy okazji szybko zrozumiała, jakie są zasady przetrwania i mogła wybrać, czy nadal chce się okłamywać, czy ma w sobie odwagę do chodzenia swoją ścieżką. Ludzie wiele razy jej mówili, że lepiej być sztucznym człekiem, niż na siłę  próbować żyć ze wszystkimi w zgodzie przy takiej różnicy w ideologii. Ale ktoś też dodał, że to różnica podobna do różnicy w wyznawanej religii. Po prostu tak jest i po prostu masz do tego prawo. 

To smutna historia, ale kończy się dobrze. Pozostaje niesmak, że ludzie potrafią całkowicie skreślić drugiego człowieka, bo jest odstępstwem od normy. Nie wpasował się w ramy życia, a więc albo się popisuje, albo chce wszystkich krzywdzić. Nie, nikt tu nikogo nie chce krzywdzić. To tak nie działa. Można być złośliwym bez całkowitego zmieniania swojego życia. Serio, serio. Można dać w kość jednym słowem, a nie bólem i rozgoryczeniem. Nie strachem.  Nikt nie jest aż takim masochistą. Wiem,  ile kosztowały nas zmiany i ile jeszcze mogą kosztować.  Ale robimy to dla swojego świętego spokoju. Marzymy o pokoju. Moje sny ostatnio coraz bardziej się spełniają... kosztem oczu, ale przy wizji szczęśliwej rodziny ślepota jest najmniejszym problemem. 

Stąd ta akcja. Żeby sobie pogadać, połamać stereotypy, żeby być sztuką życia samą w sobie. Żeby pokazać, że tęczowe społeczeństwo jest fajne i jest normalne. Żeby nikt już nigdy nikogo nie krzywdził, ale żebyśmy właśnie wszyscy się spierali. Żeby nie było tragedii i smutku. Mam dość smutku. Po szpitalu i po fakcie, że muszę zmienić swoje życie, zadbać o oczy - mam dość smutku. Teraz będziemy się cieszyć i będziemy czytać tylko dobre wiadomości. 
I wywiady. 
I nawet może opowiadania.
I felietony gościnne. Już się nie mogę doczekać!

Oczywiście na blogu pojawią się też inne wpisy, między innymi o oczach, o zdrowiu i o literaturze. Pojawi się za tydzień ostatnia część opowiadania Anny, musimy ją właśnie przesunąć z okazji akcji. Ale nic straconego, nic straconego! To będzie dobry miesiąc.  


PS. Chętnych zapraszam na maila: angelika1000@op.pl. Pamiętajcie, że każdy wasz pomysł jest ważny :)

9 komentarzy:

  1. Akceptacja to bardzo ważna rzecz. Wolność słowa i poglądów często niestety bywa mylona z chamstwem, choć to wtrącenie odbiega od tego co napisałaś. Sama mówisz, by być sztuką życia samą w sobie, bardzo spodobało mi się to określenie. W każdej grupie społecznej są ludzie dobrzy i źli, tacy, którzy chętnie służą pomocą i tacy, którzy wbiliby nam nóż w plecy. Niezależnie od tego do jakiej grupy się wpiszemy tylko od nas zależy jacy tak naprawdę będziemy. Takie akcje są bardzo pomocne, promowanie tolerancji jest potrzebne. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały absurd w tym, że nikt nie pasuje do normy. Nikt. Każdy w jakiejś materii odstaje i jest mniejszością, na którą - mniej lub bardziej teoretycznie w każdej chwili cała reszta społeczeństwa może się wypiąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry wpis! Akceptacja samego siebie jest najważniejsza. Akcja "Teczowy marzec" jest bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. myślę, że to bardzo fajny pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też lubię marzec (może też dlatego że mam urodziny - dzień przed Tobą :)) Marzec to czas zmian w przyrodzie, warto też wtedy zmienić sposób myślenia o świecie i o sobie - świetna inicjatywa, trzymam kciuki, żeby przekonała jak najwięcej osób :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podstawowe pytanie to, co to jest norma? Wszystko zależy od miejsca, w którym jesteśmy - ludzi wokół, przyjętych zasad kulturowych. Np. w Japonii na powitanie się kłania a u nas podaje rękę, więc dla Nas Polaków ukłon bez podania ręki wydaje się być dziwnym - w Japonii nie. Nie ma do końca stworzonych norm globalnych (we wszystkich tematach życia) ale wiem, że na pewno każdy z nas chce kochać i być kochanym, być tolerowanym przez społeczeństwo, akceptować siebie, wierzyć w coś lub nie. Z akceptacją przez innych jest najwięcej problemu bo co człowiek to inny gust i podejście do ludzi ale wierzę, że wszystko zaczyna się od nas samych i jeżeli sami w sobie nie znajdziemy siły, nie pokochamy siebie to i nikt tego nie zrobi. Pozdrawiam serdecznie autorki bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też 17 marca mam urodziny! Niestety akceptacja w naszym społeczeństwie kuleje.. Bardzo ciekawy post. Ja zawsze do życia podchodzę z uśmiechem i staram się podkreślać tylko jego pozytywne aspekty :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po kilkukrotnym przeczytaniu i rozłożeniu na czynniki pierwsze powyższego tekstu. Wysnułyśmy z Żoną kilka wniosków i chcemy podzielić się kilkoma uwagami, poglądami ;)
    Zaczniemy od zadania pytania do autorki, a mianowicie dlaczego sztuka życia ma być odstępstwo od normy?
    Nie będziemy tłumaczyć słownikowego znaczenia słowa 'norma'- to każdy może sobie wyguglować. Bardziej skupimy się na naszych indywidualnych normach, które dla każdego są inne tak samo jak poglądy i podejście do życia, szczęście czy miłość.
    Chce na początku powrócić do bohaterki powyższej historii, która pomimo dobroci serca i wielu dobrych uczynków nie spotkała się z akceptacją, pochwałą ani dobrym słowem po swoim coming oucie. Nie było gratulacji za odwagę ani owacji za dotarcie do wnętrza swojego Ja. Zdarza się to bardzo smutne, ale zdarza się. Otóż bezwzględu na ilość dobroci, jaka z siebie przelewamy na innych i dziur pozostawionych w sercu, których nie da się zakleić nawet najlepszą masą solną to każdy z nas z wielu powodów spotka lub spotkało się z odrzuceniem, nietolerancją i wieloma innymi negatywnymi przeżyciami. Każda taka sytuacja jest niezrozumiała dla nas samych "czym sobie zasłużyłam na takie traktowanie?" I chyba właśnie tutaj droga Angelo chciałaś odpowiedzieć, że winą są NORMY?
    Normy, jak i zasady mamy wszędzie, ustalane przez nas samych jak i te ustalane przez większość, o ile te pierwsze sa nam wygodne, bo tworzymy je sobie sami tak te drugie potrafią krzywdzić (szczególnie społeczność LGBT)
    Odnośnie naszego środowiska to niestety często, gęsto sami siebie krzywdzimy i niepotrzebnie naznaczamy. Biegający Palikot z wibratorem po sejmie i udający popierani naszej społeczności czy też parady równości, na których uzurpatorzy naszej seksualności biegają w stroju Borata- przynoszą nam więcej szkód i pożytku...
    Twój post nie spotkał się z aprobata z naszej strony, ale tylko dlatego, że brzmi on jak propagowanie nas jako odstępstwo od normy a tak właśnie być nie powinno ;) A po to walczymy o równe prawa i normy, aby być traktowanym jak każdy :) Zatem czy nie popełniamy błędu naklejając sobie latki, szufladkując się i celowo epatując swoja odmienność (której żądamy ustanowić normą?)
    Nie chodzi nam też o to, żeby pochować się do szaf i w ogóle mówić, że nas nie ma. Polska w dalszym ciągu zaściankowa, ale kraje zachodu (na których nasza społeczność się wzoruje i bierze przykład) też ten etap przechodziły i o swoje normy i prawa walczyły latami... Troszkę jest to błędne kolo, bo im więcej się afiszujemy i im głośniej krzyczymy, tym bardziej wyrzucają nas poza ramy normalności, ale gdy przestaniemy, krzyczeć to przestaną nas zauważać.
    Zatem gdzie jest złoty środek?
    Normy są nam potrzebne w życiu społecznym, ale też normy można poszerzać, zmieniać. Każdy sposób na uplastycznienia będzie przez jednych pochwalany a przez innych negowany.
    Może najważniejsze normy to te, które ustalamy sami sobie?
    Zgodzę się z Tobą Angelo, że jest nam potrzebne by pokazać, że tęczowe społeczeństwo jest fajne i normalne, ale czasami środki tego przekazu są dla niektórych rażące. Są ludzie mniej lub bardziej tolerancyjni i to bywa smutne.
    Pamiętajmy też, że każde nasze zachowanie (tatuaż na czole, zmiana koloru włosów itd..) powoduje, że narażamy się na opinię, bo prowokujemy zatem miejmy na uwadze to, że wywołamy reakcje.
    Jednym dostosowanie do normy przychodzi łatwo (jak pochłanianie czekolady ;) ) a drugi ich nie może zrozumieć, ale takie jest życie- możemy zminimalizować swoje nieszczęścia, chociażby próbując zrozumieć po trosze zaakceptować normy?

    Pozdrawiam Helen

    OdpowiedzUsuń
  9. "Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził". Jakiś czas tmu bardzo przejmowałam się opinią innych ludzi. To stereotypy, którymi byłam karmiona od siksy. Dużo czasu zajęło mi dojrzenie do życiowej prawdy dającej poczucie spokoju, a brzmiącej "mam to w dupie", bo co innego powiedzieć, a co innego tak faktycznie czuć. Rozmiar tyłka oczywiście rośnie wprost proporcjonalnie :D

    OdpowiedzUsuń