niedziela, 5 lutego 2017

[LGBT] Ogólnie o ukrytej tęczy

Wiem. My też tęskniłyśmy za tęczowymi tematami. Na szczęście mam ich kilka pod ręką, a luty jest idealnym miesiącem na to, by trochę o sobie i swoim związku pogadać na serio. 

Kiedyś ktoś mnie zapytał o to, czym się różnimy od par hetero. I jeżeli się nie różnimy, to dlaczego ludzie nie chcą pozwolić na zawarcie nieheteronormatywnego małżenstwa. Odpowiedziałam, że nie wiem, czym się różnimy, ale podejrzewam, że niczym niezwykłym. Po kilku miesiącach mieszkania razem tylko się w tym umocniłam. Różnimy się, od tak, budową ciała. Ale plany i marzenia mamy takie same. Życie też. Nawet wtedy, gdy nikt o nim nie wie, bo rodzina nie chce, by wieść się rozniosła. W pewnym momencie i tak wszyscy będą się domyślać. Nawet bez coming outu.


Ludzie lubią sobie wmawiać. Mam wrażenie, że weszliby w szczelinę ściany w naszym domu, byleby tylko czegokolwiek podsłuchać. Ludzie często i głośno gadają, barwiąc niektóre fakty na absurdalne kolory. Chciałabym, by spojrzeli na nas nieco inaczej. Czasami mi się przykrzy, że nie mamy tylu radości, ile mają związki heteroseksualne. Ale potem kręcę głową i zdarza mi się parsknąć śmiechem. Mam dużo więcej. 

Ważne jest szczęście
Wczoraj, jako że włączyłyśmy sobie więcej programów w TV, by poczuć się ja burżuje, oglądałyśmy jeden program na TLC. Coś o ślubach, dokładnie o wybieraniu ślubnej sukienki. Nie przełączyłam, pomyślałam sobie, że i tak jestem w trakcie pisania powieści obyczajowej, wszystko mi się przyda do tworzenia scen i scenek. Ku naszemu zaskoczeniu, prowadzący program nie ubierali kobiety hetero... wręcz przeciwnie. Szukali zajebistej kreacji (muszę użyć tego słowa, bo to, co tam zobaczyłam, sprawiło, że szczena opadła do samej gleby) dla dziewczyny, która będzie na dobre i na złe z drugą kobietą. Z radością podgłosiłam telewizor i obie oglądałyśmy, jak z totalnego luzera-tomboya robią śliczną kobietę, która - podobnie jak i ja - nie toleruje tylu kobiecych dodatków do swojego wyglądu. Po metamorfozie zastanawiałyśmy, kim ona jest i czy to na pewno ona. Cudownie było patrzeć, kiedy jej matka i narzeczona płaczą, wzruszone chwilą. 
I aż mnie ścisnęło w dołku. 

Drugi serial, odkąd piszemy NJR II, to mamy wiele niespodzianek w postaci nieheteronormatywnych par w telewizji, co nas niezwyle umacnia. Program miał być polemiką dwóch różnych światów. Tytułu nie pamiętam, wiem tylko, że chodziło o "mieszkanie z wrogiem pod jednym dachem". Ale, nadal chodziło o polemikę między różnymi ideologiami. Trafiło nam się akurat tak, że kobieta, zagorzała katoliczka, miała osiem dni na przekonanie pary homoseksualnych facetów, że tak naprawdę bardzo grzeszą i powinni się nad tym zastanowić. Oni mieli tożsame zadanie - przekonać ją, że miłość to miłość, bez żadnych ograniczeń. Nie udało się. Jeden z bohaterów bardzo się starał, to było widać. Zaprosił katoliczkę na spotkanie z własną córką z pierwszego małżeństwa. Podzielił się intymnymi wspomnieniami, ale ona nadal twierdziła, że homoseksualizm to grzech. Zdenerwowałam się najbardziej na momencie, kiedy poszli do pastora, który miał mężczyznom udzielić ślubu. Kobieta powiedziała, że według księgi Starego Testamentu seks między przedstawicielami płci męskiej to grzech. Chyba wszyscy znamy te słowa. Klecha odpowiedział jej, że w tej samej księdze kobiety są jak niewolnice, nie mają żadnych praw i zaznaczył, że są to treści przestarzałe, które w tym momencie trzeba odbierać inaczej. I że Chrystus nic nie powiedział o nienawiści do osób o odmiennej orientacji. Bo przecież nikogo nie można nienawidzieć, zwłaszcza jak uważa się za osobę wierzącą. 
Nikogo nie można nienawidzieć, będąc homoseksualistką w stałym związku.

Person(y) non grata
Mam wrażenie, że ludzie spodziewają się, że będziemy od podstaw złe. Niestety, to, jakie książki wydajemy, trochę wpływa na nasz obraz, zwłaszcza w rodzinie. Nam to jednak nie przeszkadza, bo treści kierujemy do dorosłych ludzi. Ludzie mogą czytać o seksie to, co chcą czytać. Na tym mniej więcej polega wolność. Nie znaczy to, że od rana do nocy spędzamy czas na degeneracjach, dodając do tego sceny jak z horroru, bo jesteśmy erotycznie niewyrzyte. 

Prowadzimy normalne życia, serio. Wstajemy, witamy się, ogarniamy. Jemy śniadanie. Dziś miałyśmy kawałek bekonu i jajka. Kto jeszcze lubi bekon i jajka? Akurat wypadły urodziny babci An, więc spieszymy z robieniem ciasta, kupujemy kwiaty, pakujemy prezent. Robimy to, co normalne pary, ubieramy się i wsiadamy do autobusu. Potem, kiedy wrócimy do domy, wyjdziemy z psami. An usiądzie na komputerze, ja usiądę nad fonologią, czując, że nie zdam tej sesji, jak tak dalej pójdzie. Poczytamy książkę, napiszemy rozdział z naszej książki. Pójdziemy spać, z całym małym zoo. Jak spędzimy walentynki? Rodzinnie. Udamy się na Greya. A potem na pizze. Hawajska mi się marzy!

Jeżeli patrzysz na ludzi, którzy swoją miłość mają inną niż ustawa przewiduje, to zastanów się po prostu, czy są szczęśliwi, a nie czy mają coś do ukrycia i co robią w łóżku. W pewnym sensie to nawet mało uprzejme, kiedy przestajesz kogoś lubić, bo wyznaje inne zasady niż ty. Sztuką w byciu człowiekiem jest tolerancja i akceptacja. Rozróżnienie zła i dobra jest niezwykle ciężkie, ale musimy rozróżniać wszystko. Uczyć się każdego człowieka. 
Albo przynajmniej udawać, że nam zależy na tym, by było dobrze. 
Od biedy i tak można. 


6 komentarzy:

  1. Świetny post :) Uwielbiam ślubne seriale.

    Kiudlis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowity post, świetnie przedstawiony!

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Za odwagę bycia szczęśliwymi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że świat byłby lepszym miejscem gdybyśmy mniej wnikali w życie innych. Osobiście jestem za podejściem żyj i daj żyć, i odpuść sobie ocenianie.

    OdpowiedzUsuń
  5. A nie myślicie czasami, by wpuścić pomiędzy siebie mężczyznę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna z nas miała wystarczająco związków hetero, by stwierdzić, że nas to szczerze obrzydza ;) Wyznajemy monogamię, tak btw. Kiedyś o tym napiszemy.

      Usuń