wtorek, 10 maja 2016

[Z ŻYCIA AUTOREK] Luźny zbiór myślowo-związkowy TL;DR

Do przeprowadzki zostało osiem dni. A także lista rzeczy, która nie zostanie zrobiona jeszcze chyba przez kilka dni, akurat do matury z filozofii. Jednak znajdę chwilę dla naszych czytelników i zamęczę ich kilkoma ciekawostkami z naszego związku. 
Bo możemy.
Tak, o was chodzi.
Nie ukryjecie się przede mną.
Pomyślałam sobie, że znamy się już tyle dni, a tak naprawdę mało o nas wiecie. Chciałabym to zmienić - osobiście uwielbiam poznawać autorów blogów, które odwiedzam i zawsze wchodzę w podstronę O MNIE. Pasjonują mnie ludzie, dzięki nim łapię inspirację i mogę pisać. Zawsze mówię, że te informacje są stworzone dla mnie - zwłaszcza jeśli blog jest genialnie prowadzony. 

Blog żyje sobie już od lutego, a my mamy już sporo wyświetleń, bo liczba przekroczyła 11 tysięcy. Sporo obserwatorów czynnych i o wiele więcej biernych - dzięki, że jesteście, niewidoczni!
Wszystkim wam dziękujemy i już zaczynam szykować wam jakiś konkurs książkowych. Co wy na to?
Teksty o literaturze puszczę jeszcze w tym tygodniu. Być może niedługo na Spisku ukaże się nowy artykuł, a moją cudowną kobietę zmuszę do napisania swojego - dla szuflady. 
Skoro też zmieniam swoje życie i wprowadzam się do kogoś, a więc opuszczam ściany,w  których żyłam większość życia, zebrało mi się na taką drobnicę myślową. Co udało mi się przez te lata zrobić? Czy tak planowałam przyszłość? Czy wiedziałam, że w tym momencie znajdę się mniej więcej w danym momencie?


Szczerze mówiąc, to nie. Nigdy nic nie planowałam aż tak szczegółowo. Wiedziałam, że we wrześniu się wyprowadzę, ale przede wszystkim nie do kobiety. Myśl o niej pojawiła się w wieku piętnastu, szesnastu lat, kiedy weszłam w pewnym sensie w złe towarzystwo różnych jednostek. To jednak pokierowało mnie ku stwierdzeniu, że to na kobietach dłużej zawieszam wzrok, że to właśnie kobieta wyzwala ze mnie radość. A potem - tak miało być, poznałyśmy się, zdecydowałyśmy zmienić swoje życia. 
I teraz stoję przed stosem walizek. Ciuchy przerzucałam całą niedzielę - dziś pewnie będę kończyć tę zabawę. Czeka mnie jeszcze setka, tysiące innych koniecznych czynności. Pakowaliście tysiąc książek? Nie? Szkoda - przydałaby mi się pomoc...A kanarki? Jak je przewieźć, by moja delikatna Daisy nie dostała zawału, a Diesel nie pogryzł mi palców przy przenoszeniu jego klatki? Nawet nie wiem, czy wiecie, ale mamy dwa ptaki. Kanarzyce, oczywiście. Daisy po trzech tygodniach w końcu dała sobie zabrać gniazdko z pustym jajem. Diesel zaś, jak genderyzm przykazuje, nadal jest babochłopem - w skrócie nie mamy pojęcia, kim jest, nawet weterynarz nie wie, bo jednocześnie zachowuje się i wygląda od tyłu jak facet, a z drugiej strony ćwierka jak babka...
Cały sprzęt - kilka komputerów z cholernie ważnymi plikami. Co z tego, że ledwie dyszą?

W pakowaniu fajne jest też to, że pakujesz swoje wspomnienia. I niefajne, że pakujesz swoje demony. Mówisz im, żeby zostały, nic w nowym miejscu po nich, dobrze znają te ściany. W nowym miejscu człowiek musi mieć nowe lęki! Tam się zanudzicie! - próbujesz je zbyć, tłumaczysz, że to dla ich dobra. Przemilczasz kwestię, że najbardziej dla ciebie.




Przez te demony o mało przez ostatni czas się nie rozdzieliłyśmy na dłuższy okres. Bo przychodzi w związku coś takiego zwanego kryzysem. Naukowcy mówią, że zauroczenie mija po półtora roku, więc spokojnie możemy mówić o miłości po dwóch latach. A gdzie miłość - tam kryzys. Bardziej lub mniej dokuczliwy, jednak w skutkach zawsze niszczący.
Zaczął się już w kwietniu. Zaczął zjadać nasze myśli. Uczucia. Szacunek. Odległość sprawiła, że mogłam tylko mówić jej brzydkie słowa. Poprzez dystans ciężko jest się nam powstrzymać. Zaczęło się banalnie, też od demonów. Mówiły, że przecież mamy tak mało czasu na rozmowę. Na sprawdzenie książki, na pisanie recenzji. Mamy mało czasu dla siebie, jesteśmy zimne, oziębłe, zajęte każda swoją robotą; pracą, maturą, pisaniem, literaturą, psem. A czas płynął do przodu i każde jej wyjście do rodziny, pięć minut dłuższy okres milczenia, bo po pracy idzie obok koleżanki i przecież nie zadzwoni, sprawiało, że miałam ochotę stać się zadowoloną właścicielką beretty. Chciałam zrobić tak wiele rzeczy, by zwróciła na mnie uwagę, ale jednocześnie dusiłam tę irracjonalną zazdrość. Pewnego dnia nie wytrzymałam. Miesiąc temu. Trzy tygodnie temu. Tydzień temu. Dwa dni też. Co weekend zaczynałam krzyczeć, a w sobotę o mało co nie wytrzymałam i nie rzuciłam tego wszystkiego. Dlaczego?

Bo moja cudowna kobieta zechciała zrobić mi niespodziankę w naszym nowym mieszkaniu. Bo potrzebowała do tego czasu, dużo czasu, czasu przeznaczonego na wymienienie głupich wrażeń po całym dniu.

A jako, że ta sytuacja ciągnęła się w nieskończoność, miałam wrażenie, że to naprawdę koniec. Że osiągnęła co chciała - mieszka sama, nie jest już z kimś, kogo nie kocha, powoli układa swoje życie od nowa. Beze mnie. A ja byłabym wisienką na torcie, dodatkiem, pomocą kuchenną i opiekunką dla psa. Dla niej, w łóżku.

Kryzys sprawił, że miałam ochotę zrobić też coś głupiego, ale jakaś nieludzką siła się od tego powstrzymałam. Chciałam wyrzucić wszystko - wspólną twórczość, napisać do wydawcy, że jednak nie będziemy wydawać powieści. Zrobić coś, by zauważyła, jak bardzo czuję się opuszczona i jak bardzo mnie boli serce.

Kryzys sprawił, że na chwilę oślepłam. Kiedy dowiedziałam się, że rzeczywiście coś sporego dla mnie robi, z okazji wprowadzki, zaczęłam sobie wyrzucać, dlaczego byłam tak ślepa? Nie znam jej? Ona zawsze coś kombinowała, gdy do niej przyjeżdżałam. Dlaczego teraz nie mogłaby własnie wymyślić czegoś większego. Przecież ją znasz.
Kryzys nie ma o niej pojęcia.

Zostało dziewięć dni. Ostatnie dziewięć dni, bo szczerze mówiąc, obydwie lecimy na oparach. Ann rzeczywiście nie ma czasu nawet napisać kilku słów, a kiedy jej się to udaje, traci czas na coś innego, ważniejszego. Przydałaby się jej jeszcze jedna doba, jak lubi mówić.

A co będzie, kiedy już przyjadę?
Radość będzie. I wiele planów, przynajmniej przez kilka pierwszych dni, nad którymi będę musiała się pochylić.
video

Zapraszamy was, jeżeli mieszkacie blisko Warszawy, na kilka spotkań od 19 - 22 maja. Szybka rozpiska poniżej.

19 maja - Dyskusyjny Klub Książki PolacyNieGęsi
Spotkanie z Agnieszką Lis. Recenzja jej najnowszej książki jest gdzieś schowana w archiwum. To świetna kobieta, o wielu talentach, a ja od tygodnia planuję pytania i plan spotkania - gwarantuję wam dobrą zabawę w oprawie literacko-muzykalnej. Tak, ja prowadzę. Jestem tak samo przerażona, jak wy. Nigdy nic nie prowadziłam na żywo, bo z natury jestem typowym samotnikiem. Za ewentualne zacinanie się przepraszam.
Wydarzenie jest też na FB, śmiało możecie obserwować. Przybywajcie tłumnie, bo...
21 maja są targi literackie!

21 maja - Warszawski Dzień Zwierząt
Dokładnie, na 90% nie będzie nas na targach w sobotę. Tego dnia wybrałyśmy naszego najmłodszego członka rodziny, Fuzję, by przeżyć szaloną przygodę na polach mokotowskich. Przewaloną, jak o tym myślę. W tym dniu naszemu psu będzie brakowało trzech dni do skończenia pół roku, a ona nadal ma opory przed chodzeniem na smyczy prawidłowym, nadal sika w domu i rzuca się z radością na wszystko, co chodzi. Należy jej się jednak jakaś przyjemność - pierwszy raz zobaczy taką ilość psów. Będzie ciężko, ale warto - dla zwierzaka.
Impreza zaczyna się około godziny trzynastej i trwa do godziny bodaj dwudziestej drugiej, jednak my zostaniemy na niej pewnie do godziny siedemnastej. Zapraszamy wszystkich warszawskich i podwarszawskich właścicieli czworonogów.
Kolejny link do wydarzenia na FB.
Kopiuję wam też program, może was zachęci jeszcze bardziej ;) Dowóz jest - to dobra wiadomość dla kogoś z młodym, nie do końca odchowanym psem, kiedy przyjeżdża się, jak my, pociągiem. (jeszcze nie chcę sobie wyobrażać tej jazdy...)

Warszawski Dzień Zwierząt to jedno z kluczowych letnich wydarzeń w stolicy. Wśród uczestników nie może zabraknąć miłośników zwierząt małych i dużych, a także warszawskich rodzin. Piknik płynnie łączy wymiar edukacyjny z rozrywkowym
Event zostanie poprowadzony przez profesjonalnych konferansjerów: Marzenę Rogalską oraz Michała Olszańskiego.
Z przystanku Metro Centrum gości będzie dowozić zabytkowy "ogórek".
W programie m.in :
★ Panel Dyskusyjny z lek. wet Sumińską, lek. wet. Jolantą Łapińską oraz dr. Jackiem Wilczak★ warsztaty Pies i Dziecko★ pokaz pierwszej pomocy dla zwierząt★ porady behawiorystów★ prelekcja „Relacja Człowiek-Pies”★bicie rekordu Polski w ilość psów jednocześnie podających łapę!★ porady weterynaryjne★ pokaz psich zaprzęgów – Igor Tracz★ tor agility★ ciekawe konkursy dla dzieci i dorosłych★ Porady dotyczące potencjalnych pacjentów Ptasiego Azylu ZOO– związane z dostarczaniem ptaków do azylu, sposobu postępowania z pisklętami, zranionymi ptakami, prawidłowym żywieniem itp.★ prezentacja sposobów łapania ptaków oraz ich transportu, pierwsza pomoc po ukąszeniu przez żmiję★porady pielęgnacyjne oraz pokarmy dla gadów terraria i żywe zwierzęta – prezentacja okazów★ KONCERT: Saatus, Raz Dwa Trzy oraz KOMBI
Udostępnię wam też jeden film, który w związku z wydarzeniem, bardzo mi się spodobał i często go sobie puszczam, marząc o chwili, by już być własnie obok Fuzji, uczyć ją i wraz z A. chodzić na długie spacery po skierniewickich polach.

My nie adoptowałyśmy Fuzji ze schronu - wzięłyśmy ją od ludzi mieszkających niedaleko Warszawy, tydzień po tym, jak przemówiła do mnie  ogłoszenia jej mordka. Miała na niej trzy tygodnie, a kiedy odbierałyśmy ją, była już ciężkim, słodkim bydlakiem.
I... nic więcej na temat zwierząt powiedzieć wam na razie niestety nie mogę. Też ubolewam!
Mamy swoją tajemnicę, znaczy A. chce mieć, ja tam mogłabym się wam pochwalić! Ale  - kobieta wymaga, druga połówka słucha.



22 maj - Warszawskie Targi Książki
No, i w niedzielę pozostają nam targi. Mamy już wejściówki, pozostaje teraz tylko kwestia przybycia. Będziemy pewnie około godziny rozpoczęcia do godziny piętnastej, szesnastej. Przejdziemy kilka razy teren, a jeżeli ktoś chciałby potem wyskoczyć na kawę - też serdecznie zapraszamy. Wystarczy napisać, na pewno bliżej niedzieli podamy szkieletowy plan poruszania się. Czy i na ten dzień musimy was zapraszać? Mam nadzieję, że nie, że wszyscy doskonale pamiętamy, kiedy jest jedno z ważniejszych, literackich wydarzeń w Polsce. Plan możecie znaleźć na stronie targów; blogerzy książkowy mogą spróbować się postarać o darmowe wejściówki, ale oni to chyba widzą najlepiej ;)


Na samym końcu zamęczymy was jeszcze odpowiedziami na pytanie, bo dostałyśmy niespodziewaną nominację do LBA, a skoro już tak ględzę, to w wielgachny post wcisnę i te informacje ;)
Za nominację dziękujemy autorce bloga Girl with dreams. 
Pytania:
1. Od kiedy masz bloga?
2. Jesteś od czegoś uzależniona/uzależniony?
3. Jaki jest Twój ulubiony zespół muzyczny?
4. Masz jakiś idoli? Jeżeli tak to dlaczego akurat oni?
5. Kim chcesz być w przyszłości?
6. Robisz wszystko na ostatnią chwilę czy masz wszystko zaplanowane?
7. Często podejmujesz spontaniczne decyzje?
8. Twoi bliscy wiedzą, że masz bloga?
9. Czy przez to, że założyłaś/założyłeś bloga zmieniło się coś w Twoim życiu?
10. Który przedmiot szkolny lubisz najbardziej i dlaczego?
11. Co jest dla Ciebie ważniejsze: przyjaciele czy rodzina? 


1. Angela: Bloga prowadzimy od początku lutego tego roku. W sumie tylko kilka miesięcy.
2. Angela: Ja osobiście jestem uzależniona od pisania i dzień bez tłamszenia klawiatury jest dniem straconym,
Anna: Uzależnienie od herbaty. I mojej kobiety.
Angela: No tak, od mojej też!
3. Angela: Ja w sumie nie mam ulubionych zespołów muzycznych - słucham tego, na co aktualnie mam ochotę.
Anna: Zespołów mam kilka i rożnych. Lubię od Awolnation, przed Fall out boy, po 30second to Mars i inne, ale słucham też na bieżąco Rmf fm.
4. Obydwie nie mamy swoich idoli.
5. I znów obydwie chcemy pozostać takie same, nie zmieniać się, a bardziej rozumieć otaczający nas świat.
6. Angela: Lubię mieć zaplanowane wycieczki, wyjścia; lubię odkładać pieniądze, analizować, ale jeżeli na przykład znajduję dobry sprzęt i przy jego kupnie oszczędzam kilka stówek, to zawsze biorę bez myślenia. Oczywiście patrzę na stan ;)
Anna: Niektóre rzeczy robię na ostatnią chwilę, inne mam zaplanowane, wszystko zależy od tego, jak bardzo mi się nie chce
7. Anna: Często bym podejmował spontaniczne decyzje, gdyby nie głos rozsądku w postaci mojej partnerki, chyba że ona podejmuje je razem ze mną.
Angela: To mówi samo za siebie!
8, 9. Angela: Szczerze mówiąc - to nie mam pojęcia. U Ani, jako że dzieli nas 10 lat, jest jeszcze inaczej...A czy coś się zmieniło? Trochę ludzi nas kojarzy, to jest bardzo miłe, bo kto nie lubi na skrajnych grupach na fb być dostrzegany przez swoje rzeczy? Bosz, zabrzmiało bardzo nolife'owo....
Anna: Moi bliscy chyba nawet nie wiedzą, co to blog xD Angelina zajmuje się blogiem i wszystko, co się zmienia i zmieniło, co osiągnęłyśmy, jest jej zasługą. Ja tylko czasem coś napiszę, coś pomogę. wolę mieć czas na kochanie jej, a że z nim kiepsko, to zostawiam to w rękach profesjonalistki ;]
10. Angela: Szkołę skończyłam dwa tygodnie temu...? Kiedy było zakończenie roku dla maturzystów? Nie miałam swojego ulubionego przedmiotu. Teraz mam pisarstwo w praktyce, a szkoła to szkoła życia, czy coś ~
Anna: Nie lubię szkoły (Angela: Spoko, kochanie, byłaś w niej 10 lat temu XD)
11. Anna: Nie mam przyjaciół, bo na to miano trzeba sobie zasłużyć i nie polega to tylko na kawie i paplaniu o sobie. To jest wzajemność, umiejętność zachowania sekretu, dobra rada, czas, uwaga i inne takie. Angie na samym początku była moją przyjaciółką i wg mnie to najlepsza podstawa do budowy związku. Ona stała się także moją rodziną, więc już wiadomo, co dla mnie ważniejsze. A mojej fizycznej rodziny jest bardzo mało i każdy z nas żyje swoim życiem; to trochę smutne, że się mijamy częściej, niż to konieczne, ale może kiedyś na starość się to zmieni i będziemy spotykać się co niedziela. Rodzina, zwłaszcza ta najbliższa, to też poniekąd przyjaciele.
Angela: Podpisuję się też pod tym!
angela&anna


1 komentarz:

  1. Ja miałam to szczęście, że demony zostawiłam, bo... mój ex jest chciwy i wyrywał mi z ręki przy wyprowadzce nawet moje ulubione miseczki na musli ;-) Ale stało się dobrze - dzięki temu mam nowe, w nowym miejscu, i już z nową, przyjazną historią bez demonów :-) Pozdrawiam! Demony wypłosz, nawet, jeśli masz do nich taki czy inny sentyment :-)

    OdpowiedzUsuń